sobota, 29 listopada 2008

Szefowo...

Od wtorku tegoż tygodnia podjęłam pracę na etacie... Trafiła się zupełnie niespodziewanie... wynegocjowałam 3/4 etatu - więc biuro moje będę mogła dopilnować również... Oczywiście główny powód - finanse... I tak to jestem Główną Księgową - skrótowo zwaną Szefową ;o)... Zawiłość działań firmy znaczna... ale co tam.. myślę, że sobie poradzę... fajni współpracownicy na każdym szczeblu.. więc powinno być dobrze (tak sobie mówię...)... Pierwsza wypłata za cztery dni pracy zasiliła już konto.. i o to chodziło... o wiadomy termin wpływu...
Dzisiaj przyjeżdża Maabik (dla niewtajemniczonych - moja przyjaciółka poznana przez blog.. wtedy jeszcze na gazecie)... i będziemy gadać.. gadać.. gadać.. i gadać.. no i jeszcze może gadać...
A póki co muszę zebrać do kupy moje podziębione ciało... niechętne wszelkim poczynaniom.. i mocno nieskoordynowane w ruchach... ogarnąć swe poddasze... no i oczywiście podjechać do biura popracować... nie ma lekko ;o)
No i prośba.. gdyby ktoś wyczaił gdzieś jakąś fajną bluzkę (może być mocno odleciana) w kolorze różu - to ja poproszę o namiar... Sylwester coraz bliżej (przypominam RÓŻOWY)... a ja jakby jedynie w butach i boa... ;o)

3 komentarze:

zenza pisze...

na początku wszyscy współpracownicy zawsze są fajni, że tak sentencjonalnie stwierdzę ;)

jazzowa pisze...

Zenza.. trochę optymizmu poproszę... !!!

Anonimowy pisze...

o to to...zenza dobrze prawi...aczkolwiek te wyjątki przecież gdzieś sie zdarzają, życzę aby to było w tej właśnie firmie...i to ta nutka optymizmu :)