niedziela, 13 grudnia 2009

Mashed In Plastic - The David Lynch Mashup Album

Płyta - Mashed In Plastic - The David Lynch Mashup Album - przybyła do mnie w formie prezentu.. a przynajmniej tak sobie rzecz całą odczytałam... Niebywale do mnie trafiającego prezentu... Może to z racji dawcy tegoż.. a może z uwagi na fakt, że filmy Lyncha zawsze na mnie działały.. a już poparte muzyką Badalamentiego to już jedna wielka hipnoza...
I tak też się zadziało z tą płytką... siedzę w zachwyconym osłupieniu... zassana zupełnie... od stóp do głów...
A ten tutaj kawałek to po prostu skowyt jeden wielki...

wtorek, 8 grudnia 2009

nowy rozdział?

oby nie..
Wizyta u sympatycznej pani z ciekawym urządzeniem... leżanka.. galareta na piersiach... głębokie niezadowolenie i zaniepokojenie w głosie pani... zdjęcia.. wydruki... Skierowanie do onkologa... z zaznaczeniem jak najszybszej biopsji..
Dziwadełkowate mocno uczucie po wyjściu...
Teraz już lepiej - jakiś tam wewnętrzny bunt i zebranie w szeregach... wszak jeszcze nic nie jest pewne... Ale dziwnie jakoś..

sobota, 28 listopada 2009

sobotnie... i jakos o dziwości mocno leniuchowato..

Miałam plany związane z sobotą mocno rozbudowane.. baaaa.. w planach onych nie wiedziałam za co chwycić w jakiej kolejności... Ot plany pod hasłem znamienitym WSZYSTKO ZROBIE I NADROBIE!!!
I pomaluje biuro.. i nadrobione zaległości w papierach klientów... itd itp...
A jest godzina 9ta... ok 13 wyjazd do cioci do szpitala (tak się ułożyło)... a ok 19tej wyjazd do Łodzi do kina na Revers (tak się zapragnęło).... Czyli papiery na jutro przełożone.. a malowanie.. hmm.. cóż na tzw "niewiadomokiedy"....
Czy Wam również ten czas zapitala tak niesamowicie.... Ten rok to miał uprzejmość po prostu pomknąć w zbiczastrzelajowym tempie... Niesamowite.. już grudzień za pasem....
Doba nie chce się wydłużyć... ograniczenia ludzkie dają znać... okazuje się, że jednak tempo pracy na granicy całodobatowości nie jest tym co wymyślono by stosować bez umiaru... Przyziemność w postaci zmęczenia się zakrada znienacka... fakt.. znacka to by już nie było to... jednakowoż przykro stwierdzić, że nie jest się niezniszczalnym....
No nic... trzeba popełnić kąpiel... ogrnąć w jedną spójną całość ciało i umysł.... pewne papiery skończyć i ruszyć sobie w ten dzień... :o)
A czegóż posłuchamy? niesamowicie dobrze na mnie działa piosenka ta



o jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka...

Życie to piękna forma lotu. Jesteś na nią gotów.
To trzymaj się, chłopaku trzymaj się.
Bo kiedy człowiek cały w nerwach trudno się poderwać
O trzymaj się, chłopaku trzymaj się

A ruszy głową i startową dobrze przyjmie się pozycję
Pofrunął, bo niestety trzeba mieć am-bi-cję
Raz, dwa, trzy

Patrz jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, normalnie chce się płakać
O jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, płakać się chce

Co dnia cię budzi nowy ranek pełen niespodzianek
O trzymaj się, chłopaku trzymaj się
I gdy cię nagle spławi panna wredna i zachłanna
To trzymaj się, chłopaku trzymaj się

Bo choć jej przy-chylałeś z nieba to nie polecisz na milicję
Się wie, że no niestety trzeba mieć ambicję

Jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, normalnie chce się płakać
O jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, płakać się chce

Solo...

Czasem się leci ładne, czasem się na dupę spadnie
O trzymaj się, chłopaku trzymaj się
Bo gdy się trzyma fason to się nawet spada z klasą
O trzymaj się, chłopaku trzymaj się

Już taka dola od przedszkola. Lepiej nie tłumaczy nic jej
Jak to, że no niestety trzeba mieć ambicję.

Jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, normalnie chce się płakać
O jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, płakać się chce

Łooo...
Nawet gdy cię spotka szóstka w totolotka
Pamiętaj nygusie masz być orłem a nie strusiem
Nawet gdy cię spotka szóstka w totolotka
Pamiętaj nygusie masz być orłem a nie strusiem

Jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, normalnie chce się płakać
O jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, płakać się chce
płakać się chce płakać się chce
płakać się chce płakać się chce
płakać się chce płakać się chce
płakać się chce się chce
O płakać się chce się chce

piątek, 30 października 2009

a się nie popiszę popisaniem...

Otóż chcę napisać sobie ot tak... ot, że wstałam... że kawę siorbię.... że oczekuję na Mannka w Trójce... że nie chce mi się nic więcej.. najchętniej zostałabym sobie w takim domowym otuleniu... Świadomość, że jednak trzeba się zebrać i pójść pomiędzy lud pracujący niemiła mi jest.. niestety zieje realnością tak, że myslę iż powinna w tiktaki zainwestować..
Wczoraj musiałam wręczyć wypowiedzenie umowy pracownikowi swojemu i muszę powiedzieć, że radocha to żadna... jakaś psychicznie skacowna się poczułam po tym...
Metody mocno przyziemne na zabicie tegoż uczucia podjęłam.. ćwiczenia z pilatesu jedną godzinę... a po tym godzina aerobiku... Zezwoł zrobiłam się doskonały.. później kawa z Przyjaciółką i rozmowa pomogła (acz wykluczyła ona kawę z Przyjacielem... hmm... czy tam mogę Go nadal nazywać?.. nie wiem... chyba tak... jest świadomość, że więzi pewnych się nie zerwie choćby nie wiem co.... )... Ech nikczemniutką konstrukcje moja psyche posiada miejscowo... a miejscowo potrafię być jednak twardą kobietą... ot takie blaski i cienie bycia kobietą...
No niech ten Mann się już pojawi... niech coś powie.. neich coś zagra...
Uzależnienie mam doskonałe od piątków z nim
jest!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
to stuk kubkiem kawy.... piątek się zaczął :o)

hmm..a 8 listopada w Łodzi występuje Gaba Kulka... ciągnie mnie na jej koncert niezwykle, koncert ma formę łączoną z Czesławem, który śpiewa (byłam ongiś na koncercie - bardzoż fajnie było).. i Dick4Dick... Tej ostatniej formacji nie znam... acz na youtubie przestawiają się tak...





Może z córą bym pojechała... niech się obeznaje z muzyką na żywo.... mmm.. Gaba na żywo brzmi ufam, że rewelacyjnie...

niedziela, 25 października 2009

Wrocław i inne takie

Właśnie wróciłam z objazdówki rodzinnej.. przy okazji szwędanie się z dziecięciem mym po starówce wrocławkiej... wszystko pięknie.. rodzina wspaniała... tylko tego jedzenia niezliczone ilości ;o)

A tak w drodze powrotnej przypomniała mi się piosenka, która przyprawiła mnie o spazmy śmiechu zasłyszana oczywista w Trójce..
Otóż należy posłuchać od 4:08 nagrania...
Kabaret Hrabi i Piosenka o Andrzeju... ;o)
A teraz kąpiel i sen.... okrutnie styrana po tej wieczornym powrocie...

środa, 21 października 2009

ech ten Kościół...

Miałam mszę za Dziadków i Ciocię, a że byli mi bliscy niezwykle uczestniczyłam w tej tzw ceremonii.... Początki ciekawe... a im dalej tym (wg mnie tagicznej)... przypowieść o kobiecie, którą to zabrał Odprawiający Mszę po drodze - przedziwna... Otóż owa kobieta zmierzała do kogoś, kto miał za pomocą lania woskiem przywrócić jej zdrowie (co ponoć zrobił z wnuczkiem owej kobiety) zakończyła się wnioskiem w postaci, że powinna ona czem prędzej lecieć do spowiedzi.. Wszak zawierzyła innym, miast całą swą wiarę pokładać w Bogu. Widać ja człek małej mocno wiary jestem... ale pojawiło mi się zapytanie: czy grzesznikami są również ci co do lekarzy biegają? wszka powinni ZAWIERZYĆ!..
Ale nic to.. idźmi dalej... zakończenie mszy i informacja, że krzyżyki z odpustami (jakimiś.. nie wiem.. nie kojarzę czego dotyczą) - można nabyć w kościele i gwarantują one, że leżacy na łożu ostatecznym chwytając taki krzyżyk w dłonie sprawia iż wszelkie przewiniania są mu odpuszczone... z czystą kartą idzie w niebiosa bramy..
No wybaczcie.. albo ja jestem cyborg nie potrafiący zrozumieć rzczy zrozumiałych.. albo coś na lini nauk Kościoła w drodze do przekazu bezpośredniego siada.... ogniwo nawaliło...
Nie jestem w stanie tego ogarnąć swym prowincjonalnym rozumkiem... Znaczy wszystko na sprzedaż? nawet jakość życia po drugiej stronie?


Dla wyciszenia kochana.. wspaniała Shirley Horn... Prawda, że spływa z człeka napięcie kiedy się Jej słucha... ?
Na mnie działa zawsze...
hmm... a teraz cudowny odpływ....



A tak na dobranoc... wróciłam do domu po ciężkim dniu pracy i późniejszej wizycie u Bratówki, która leży w szpitalu z Młodszym - zapalenie płuc i krtani (to ten co to 107.07.2007 się narodził)... połaziłam po mieszkaniu, na papiery nie mogłam patzeć bez obrzydzenia, więc stwierdziłam, że koniec pracy na dzisiaj - nalałam sobie lampke wina i co słyszę - moje własne dziecię mówi "Mama - codziennie pijesz wino".... na co Kuba (starszy syn brata mego) - "a moja mama flaszkę".. ;o)....
tia... dzieci.... małe agentki Tomaszki...

niedziela, 18 października 2009

namiętności...

Są chwile - nawet bardzo często - kiedy wydaje mi się, że wszelkie większe łaknienia, apetyty wyciszyły się gdzieś wewnątrz mnie... Nadchodzą jednak takie chwile, kiedy wystarczy muzyka (a ta faktycznie działa na mnie w sposób nieopisany)... taniec (tutaj również ulegam namiętnie)... i czuje jak krew zaczyna mocniej pulsować... zagryzam usta... czuję falowanie piersi... plecy się prostują... oddech staje się mocniejszy i cięższy...
Ale jak tak nie reagować kiedy ogląda się się El Tango De Roxanne z Moulin Rouge.. :o)
Co za klimat.... to wykonanie Roxanne od pierwszego spotkania z tym filmem sprawiło, że popadłam w stan miłości diabolicznej i zachłannej.... echhhhh.... zatańczyć tak... mmmmmmrrrrrrrrrrrauuuuuuuuuuuuuu....