wtorek, 18 marca 2008

zabawny dresiarz...

Odwiozłam Miśkę do szkoły... a że nie spodziewałam się zimnicy jaka mnie zastała za drzwiami domu - wyszykowałam się jedynie w dresie... Oczywista nie przewidywałam konieczności wychodzenia gdziekolwiek po drodze z samochodu... stało się jednak tak, że musiałam...
Stoję ja obok samochodu z kapturem na głowie i słyszę za sobą "ooooooooooo... a cóż to za zabawny dresiarz.... ?".... Oczom mym ukazał się ubawiony do łez znajomy...
Od razu zastrzegłam, że złoty łańcuch jest oddany do spawania.. stąd niepełność stroju...
Ubawienie wynikało ponoć z zupełnego odskoku mojego dzisiejszego porannego wizerunku od tego jaki się pałęta na codzień po mieście...
Stanęłam po powrocie do domu przed lustrem... no fakt... inaczej nieco.. kaptur naciągnięty na twarz... dłonie schowane w rękawach... spodnie z gustownie osuniętym kroczem... ;o)....
Dresiarz co się zowie!
No nic.. idę do wanienki... czas jednak porzucić ten image...
A na dzień dobry... dla ogrzania umysłów i ciał... Sheryl Crow... :o)