poniedziałek, 3 marca 2008

porankowy poniedziałek...

hmm... tradycyjnie poniedziałek nie jest zalany entuzjastycznym podejściem do wychodzenia z domu i rzucania się w tzw wir obowiązków...
No ale cóż.. taka karma... Trzeba było wykapać się... wymalować ryjka.. włosy wysuszyć... odziać ciało... wonią skropić się.... i kiedy tylko dopiję kawę wyruszenia nadejdzie czas..
Za oknem słońce jak nie przymierzając w kwietniu kiedy nienazbyt przeplata zimą....

Czupurki pojechały już do domu... Pusto się jakoś zrobiło... cicho...
Nadzieja w tym, że raz pokonawszy trasę ku mnie oswoiły się z nią na tyle, że nie będzie stanowiła dla nich problemu razami kolejnymi...
Fajne to były chwile.. o różnym zabarwieniu... Tym trudniej wrócić w normalny tryb...

Fred Neil mi chodzi po głowie...na czas jakiś przytrzymał mnie przy sobie... Ciekawy człowiek.. ciekawy głos... ciekawe utwory... jednym słowem - warto...



stuk kawą i w dzień trzeba ruszać...