środa, 21 października 2009

ech ten Kościół...

Miałam mszę za Dziadków i Ciocię, a że byli mi bliscy niezwykle uczestniczyłam w tej tzw ceremonii.... Początki ciekawe... a im dalej tym (wg mnie tagicznej)... przypowieść o kobiecie, którą to zabrał Odprawiający Mszę po drodze - przedziwna... Otóż owa kobieta zmierzała do kogoś, kto miał za pomocą lania woskiem przywrócić jej zdrowie (co ponoć zrobił z wnuczkiem owej kobiety) zakończyła się wnioskiem w postaci, że powinna ona czem prędzej lecieć do spowiedzi.. Wszak zawierzyła innym, miast całą swą wiarę pokładać w Bogu. Widać ja człek małej mocno wiary jestem... ale pojawiło mi się zapytanie: czy grzesznikami są również ci co do lekarzy biegają? wszka powinni ZAWIERZYĆ!..
Ale nic to.. idźmi dalej... zakończenie mszy i informacja, że krzyżyki z odpustami (jakimiś.. nie wiem.. nie kojarzę czego dotyczą) - można nabyć w kościele i gwarantują one, że leżacy na łożu ostatecznym chwytając taki krzyżyk w dłonie sprawia iż wszelkie przewiniania są mu odpuszczone... z czystą kartą idzie w niebiosa bramy..
No wybaczcie.. albo ja jestem cyborg nie potrafiący zrozumieć rzczy zrozumiałych.. albo coś na lini nauk Kościoła w drodze do przekazu bezpośredniego siada.... ogniwo nawaliło...
Nie jestem w stanie tego ogarnąć swym prowincjonalnym rozumkiem... Znaczy wszystko na sprzedaż? nawet jakość życia po drugiej stronie?


Dla wyciszenia kochana.. wspaniała Shirley Horn... Prawda, że spływa z człeka napięcie kiedy się Jej słucha... ?
Na mnie działa zawsze...
hmm... a teraz cudowny odpływ....



A tak na dobranoc... wróciłam do domu po ciężkim dniu pracy i późniejszej wizycie u Bratówki, która leży w szpitalu z Młodszym - zapalenie płuc i krtani (to ten co to 107.07.2007 się narodził)... połaziłam po mieszkaniu, na papiery nie mogłam patzeć bez obrzydzenia, więc stwierdziłam, że koniec pracy na dzisiaj - nalałam sobie lampke wina i co słyszę - moje własne dziecię mówi "Mama - codziennie pijesz wino".... na co Kuba (starszy syn brata mego) - "a moja mama flaszkę".. ;o)....
tia... dzieci.... małe agentki Tomaszki...

10 komentarzy:

Zuzanna pisze...

Oh, Shirley Horn- jedna z moich ulubionych wykonawczyń......:)

Bena pisze...

Lekarzy to ja nie lubię, ale w życiu by mi nie przyszło lecieć do kościoła zamiast do łapiducha. Do mnie też jakoś nie trafiają te pogadanki z ambony.

Anonimowy pisze...

no nie dość że "małej wiary", to jeszcze "nałód"! a fe!!!!!:)-daw

Anonimowy pisze...

ŁAMATKO! NAŁÓG MIAŁ BYĆ:))))-DEW

Krzysztof pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Krzysztof pisze...

Odpustowe różności były bardzo popularne - znaczy wciskane biednym ludziom przez kościół pod olbrzymią presją - w średniowieczu.

Jak widać polski kościół sięga i dzisiaj do tej "wspaniałej" - a przede wszystkim jakże dochodowej - tradycji. Ale że ludek jeszcze dzisiaj na to idzie to naprawdę mnie zdumiewa.

jazzowa pisze...

Zuzanna Shirley jest wielce wciągająca :o)

***************************

Bena... ano... takie popitalanki.. nie wiem czy oni myślą, że ludzie nie myślą ?

********************

hehehe Dew... dokładnie tak... i złodziej... bo każdy pijak to złodziej... Wszak juz na Misiu tak mówiono... :o)

***********************

Krzysztof - również byłam zdumiona... nie pomyślałam, że coś takiego się dzieje nadal... ot odpustologia stosowana...

**********************

Mateusz pisze...

Ano tak.. kościół to ciężki temat. Ja osobiście też tego nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, ale cóż.. Pozdrawiam z Łodzi!

jazzowa pisze...

Pozdrawiam... otóż właśnie... ssme problemy z tym kościołem... zamysł dobry.. a wykonanie jak zwykle.. ;o)

Anonimowy pisze...

...widać, że sprawy duchowe nie są dla prostaczków co jedynie w mamonie wybawienia od grzechów szukają... im..