poniedziałek, 11 lutego 2008

poniedziałek...

Jakaś mocno niedospana jestem.. pomimo, że właściwie dosyć wcześnie poszłam spać... hmm...I ostatnie słowa przed snem zarzucone przez telefon ukołysały jakoś mnie... wyciszyły... choć krew wzburzyły... ;o)... mraaaaaaaaaaaaauuuuuuuuuu...
A teraz kawuśka moja... Trójka toczy swój bój już od rana... papierki tylko ułożyłam do zabrania... i wypadałoby popełnić kąpiel i ruszać...
Miśka w ferie wskoczyła... trzeba będzie jakieś atrakcje umyślić...
W sobotę odbyłam spotkanie klasowe... z podstawówki... Ha!! ależ było cudnie... acz procenty nabrały natężenia maksymalnego... i do lokalu nie będę miała odwagi pójść w najbliższym czasie.. ;o).. pieśń się ludkom cisnęła na usta.. ba i upust znalazła... i stare miłości podstawówkowe były wyznawane.. i.. ech... hehehe... śmiesznie było... Kolega nawet przyczłapał się do mnie do domu... przez płot musiał przeskakiwać... ale, że ciało me spoczywało już w błogim śnie... mama przechwyciła człowieka i delikatnie wytłumaczyła, że już raczej wizyt nie będzie tej nocy.. Cóż człowiek bez rodziców począłby czasami... ;o)... Koleżanka, która u mnie spoczywała również.. nie wiedzieć czemu na odgłosy z dołu ruszyła na balkon... może za Julię chciała robić... Ja nie słyszałam nic poza jakimś szumem spoza zasięgu mojego oddziaływania.. ;o)
Jeżu.. ileż ja się naprzeciągam...
Telefonicznie porozmawiałam z kolegą z podstawówki, z którym kontakt uciął się tuż po szkole.. a którego bardzo lubiłam.. bo niezwykłej sympatyczności był to chłopak... Wyrwany wieczorem do telefonu przez stado znajomych starał się nadążyć za naszym tokiem rozumowania.. Ale coś tam najwyraźniej wyłapał.. skoro zalogowany już jest na naszej-klasie.. ;o)
hmm... przedziwne jest to, że rano po spotkaniu dostałam smsa z nieznanego nr wychwalającego me oczy i jakąś radość z obserwacji mnie ujawniający wśród tego gwaru knajpczanego... ponoć nr zdobył.... ale któż zacz... nie wiem jeszcze...
Ech....
Poprzeciągam się jeszcze i śmigam sobie w dzień...

3 komentarze:

Czajnik pisze...

hehe, szkolne wycieczki, szkolne wycieczki, to były czasy. To zaskakujace jak łatwo potrafią wrócić... ;-)))))

Pzdr - Igor

amos79 pisze...

no ... stronka piękna ... wszystko gra ...tylko Milesa brak ... przyzwyczaiłem się do niego :) amos

jazzowa pisze...

Igor... hmm... te wspomnienia szkolne mają swój urok...
A spotkania klasowe po latach stwierdzam z pełną odpowiedzialnością za swe słowa - są zupełnie nowym doznaniem... i to wielce pozytywnym...
pozdrawiam :o)

*******************

Amos... Milesa również mi brak... jakiegoś sobie muszę wrzuć.. ale to już nie będzie to...

************************