środa, 20 lutego 2008

kondycja...

Zapęd do ćwiczeń pojawia mi się... ale i zanika.... Mój niedawno miał uprzejmość zaniknąć.. natomiast po dzisiejszym wykończającym makabrycznie dniu pełnym CITów i PITów - nabrałam zapędu do wymęczenia cielesności... Nabyłam niedawno urządzenie, które miało mi w tym już pomóc wcześniej... ale ładnie zaległo w kąciku i tam kwiliło... Nastąpiła jednak ta wiekopomna chwila... Rozłozyłam sprzęt w pokoju... płytkę wrzuciłam do dvd i poszłoooooooo... I wszystko byłoby cudnie gdyby nie to, że umięśniona kobieta na płytce ćwicząc non stop nadawała z uśmiechem szerokim na ustach... ani na chwilkę nie zmieniając oddechu... A ja dyszałam jak smok... baaaaaaaaaa smoczyca.... Prawie, że schodząc z tego padołka dotrwałam do końca.... i ległam... Zaciągnęłam ciało swe do wanny... i dopiero w wannie pełnej gorącej wody poczułam, że moc jest ze mną... i to radosne naprężenie mięśni...
Ciekawam na jak długo tym razem starczy mi zapału... oby jak najdłużej... bo jakby nie było wiosna tuż tuż... a później i lato... może ciało się rzuci gdzieś na piasek... hmm... warto byłoby by wygladało należycie..