czwartek, 24 marca 2011

Marcin Wasilewski Trio Faithful

No i nastapiła chwila, kiedy w ścisku JazzCafe obejrzałam i wysłuchałam koncertu Marcina Wasilewskiego, Sławomira Kurkiewicza i Michała Miśkiewicza (swoją drogą wydaje mi się, że koncertu syna słuchał na żywo i Henryk Miśkiewicz.... ale pewności nie mam)...
I cóż ja mogę powiedzieć? Mnie porwało... i klimat jaki stworzyli.. i ich autentyczność i pasja.. i kunszt... Prawdę powiedziawszy pierwszy raz przysłuchiwałam się tak perkusji...
Spokojne kawałki powodowały, że odpływało mi sie... żywiołowe przyspieszały tętno...
Oby więcej takich wrażeń...
Nie napiszę oczywista rencenzji profesjonalnej.. bo na muzyce to ja się znam średnio... Po prostu wg mnie naprawdę warto śledzić tych chłopaków (no właśnie.. jacy oni młodzi!!).. i aż serce rosnie, że takie zespoły są w Polsce..

A tak w ogóle to trochę ładuję akumulatory w Łomiankach.. szwędaczenie się po Starówce również wpłynęło wysoce pozytywnie na mnie... ale faktem jest, że pracy tutaj również nie brakuje... :o)
Nic to.. będąc przy temacie pracy - trzeba wracać w papierologię...

4 komentarze:

3sbee pisze...

zazdroszczę bo jak tu nie zazdrościć... Ja w kraju dalekim czekam na premierę płyty jak na zmiłowanie i pocieszam się myślą, że najnowszy termin ECM 1 kwietnia ostatecznym jest.
A tak wogóle to szybko wróciłem z emerytury bo ponoć rąk do pracy w szkolnictwie brak ;)
Pozdrawiam

jazzowa pisze...

Dla mnie byla to duża przyjemność :o)... dlatego po mojemu jest czego zazdrościć.. Płytkę również mam.. ;o)

No no.. gdzież Ci na emeryturę????

polish jazz pisze...

szkoda, że mnie tam nie było :-(((

jazzowa pisze...

No a właśnie ciekawa bardzo byłam Twoich wrażeń... zapowiadałeś swoją bytność..
szkoda :o(