czwartek, 11 listopada 2010

i nadeszła wiekopomna chwila!


... kiedy to niejaka Beata.. vel Jazzowa zakończyła radioterapię!!!!!!!!!!!! Ostatni raz położyłam się pod promienie we wtorek!!... następnie zostawiłam kobietkom jakieś słodkości... bo naprawdę fajne były w czasie naświetlań... pośmiałyśmy się... pożyczyłyśmy sobie niespotkania już... i rozstałyśmy się z uśmiechami... Później spotkanie z panią Dochtór - nie wiem czy wspominałam, że to córka mojej nauczycielki od rosyjskiego z podstawówki - podobny klimat.. uśmiechy.. żarty.. zalecenia... skierowania na badania.. ale dopiero w grudniu - i umówienie się na wizytę za ok 4 tygodnie!..
Wychodząc już otworzyłam sobie drzwi jak normalny biały człowiek... bo znowu ktoś je podstępnie zamknął.. ;o)
I mam wielką nadzieję, że zakończyłam ten etap mojego życia pod hasłem "rak"... Teraz tylko leczenie ranki ponaświetleniowej... wyhodowanie nowego naskórka... A za jakiś czas rekonstrukcja...

hmm.... to w ogóle był przedziwny tydzień... Zaczął się od rozmowy z Mężczyzną... wyjaśniliśmy sobie, że rozeszły nam się drogi... że gdzieś się formuła związku wyczerpała.. że to były bardzo fajne dwa lata... itd itp... Jakiś smutek został, ale i niesamowita ulga.. Najgorzej kiedy coś wisi - nie wiadomo czy ma zamiar pierdzielnąć czy też sobie tak dyndać...
Ale z uwagi na fakt, że ktoś ten tydzień postanowił zatytułować "Rozstania" - dostałam dnia następnego maila od Przyjaciela.. ale o tym nie będę pisała, bo to jednak było zbyt osobiste (zabawnie to brzmi po tym jak się wyzewnętrzniam tutaj).. zbyt bolące.. zbyt zaskakujące... Faktem jest, że po nim skuliłam się wewnątrz jakby mnie ktoś potraktował kopem i to porządnym... Boli nadal... Rozumiem Go... ale boli...

I tak dosyć przedziwnie wyglądało wejście w szeregi zdrowej.. tudzież niezdiagnozowanej populacji... hmm... miało smak słodko-gorzki...

Może tak miało być, że poza restartem organizmu (tak przynajmniej odczytuję odbudowę organizmu po chemio- i radioterapii) nastąpił i restart psychiczny... żebym nie tkwiła jedną nogą gdzieś...

Czyli startuję od zera.. ;o)... organizm traktuję specyfikami różnymi, które rujnują mi finanse, ale widzę, że dobrze wpływają na moją cielesność... Apetyt na życie rośnie... I mam nadzieję, że będę potrafiła zachować w sobie te mądrości, których się naczytałam, które sobie uświadomiłam.. i że nie będę już ranić i raniona nie będę...

A dzisiaj słońce widzę, że zaczyna wychodzić zza chmur... hmm... może jednak Matka Natura szczerzy się do mnie serdecznym słonecznym uśmiechem? ;o)


Od wczoraj kiedy wyczytałam u Simona o pani, która często słyszę w Trójce wysłuchuje jej płytki i robi mi dobrze na duszę i ciało.. bo się ciało pogibało... Pani nazywa się Caro Emerald i podejrzewam, że jej piosenkę A Night Like This słyszeliście chcą nie chcąc...
Załączę jednak coś innego... inaczej brzmiącego niż na płycie.. na plycie jest dynamiczne.. z chórkami... ale ta akustyczna wersja podoba mi się również...





I bardzo dobrze mi robi oderwanie się od Davisa i Windy na szafot, którą katowałam po mailu... Walczę jak lew.. tudzież Elza z buszu o swoją psyche...

I tak to na dzisiaj zostawmy... :o)
Aczkolwiek Windą na szafot i tak pozostaje moją płyta nr 1.




16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jesteś Kimś, kto kompromituje (w myśl słów Stachury) moje przekonanie, że cierpienie nie uszlachetnia. Kiedyś o tym dokładniej pisałam, a ty zechciałaś to skomentować.Nie chcę pisać, że cię podziwiam, bo to banalne, ale...
Szarencja

Zuzanna pisze...

Przytulam.....

jazzowa pisze...

Szarecja.. prawdy ludowe... czy jakieś tam niby wyświechtane frazesy mają swoją genezę.... gdzieś t tkwi ich podstawa... głupio im przytakiwac.. jednak.. ;o)
Dziękuję Ci bardzo za to "ale..."
pozdrawiam... :o)

*****************

Zuzanna.. :o)...

******************

issa pisze...

ZATEM ŻYJMY CHWILA, DELEKTUJMY SIĘ NIĄ,BIERZMY Z ŻYCIA ILE TYLKO SIĘ DA BO ONO JEST TAKIE KRÓTKIE, CZASEM BRUTALNE...BEZWZGLĘDNE, ALE DZIĘKI TEMU PEŁNIEJSZE ...POZDRAWIAM SŁONECZNIE :)

malinconia pisze...

a ja pokochałam Caro od pierwszego usłyszenia za:

http://www.youtube.com/watch?v=CFA6dEwWOb4

pozdrawiam :-)

Aniaha pisze...

ja tez zycze - niedowidzenia
gratuluje

muzycznie smakowity ten Twoj blog,

pozdrawiam cieplo

Bena pisze...

I to jest bardzo dobra wiadomośc. Ta o zakończeniu leczenia. A reszta się ułoży, coś się kończy, coś zaczyna :)

polish jazz pisze...

Ech, potrafisz natchnąć pozytywną energia kobieto... Pozdrawiam bardzo serdecznie :-)))

wildrose pisze...

Hmmm... restart zrobilas solidny sformatowalas caly dysk, ale teraz zdrowa, czysta i niezapisana choc z pewnymi rysami bedziesz ostrozniej dokonywac wyborow.
Tak mysle, nie zazdroszcze, wiem, ze nic nie pozostaje bez wplywu na nasze zycie...


Mam nadzieje, ze bedzie dobrze, widac inni nie zasluzyli na to co mieli!
Jestes wyjatkowa i musisz miec wyjatkowych ludzi wokol... Ci co odeszli widac nie zasluguja...

A o muzyce sie nie wypowiem, bo moj net nie pozwala wysluchac... wrrr...

Ale juz bez warczenia mocno Cie przytulam!

Anonimowy pisze...

Czemu ja dotąd nie wiedziałam o istnieniu tego bloga?
Zaglądałabym tu częściej...
Na razie gratuluję doczekania końca opalanka. Teraz śmiało w życie! Drzwi otwarte :))
Ella

Magenka pisze...

taaa, Windą na szafot jest the best, ale może na razie pozostań przy Caro i jej podobnych klimatach, żywiołowe witalne takie, z resztą znając ( z twych wpisów) twą siłę - radę dasz, bo kto przeżył rok-rak, pokona i inne skorupiaki pasożyty i mole. pozdrawiam

Krzysztof pisze...

Restart psychiczny jest z pewnościa trudniejszy niż ten komputerowy. Życzę powodzenia w zaczynaniu od nowa!

diuk pisze...

Powodzenia w tych nadchodzących dniach, i celebrowania zycia

Caro też bardzo lubię, mam nadzieję, że przyjedzie do Polski:0

Luis pisze...

Aprovecho la oportunidad para saludarlo y a su vez, invitarlo a ver mi blog dedicado a mostrar la riqueza cultural del Perú mediante fotos comentadas, modelos tridimensionales en imágenes y videos, artículos y más. La dirección es:

historiaenfotosperu.blogspot.com

jazzowa pisze...

Issa... ano.. żyjmy.. delektujmy sie... w końcu to nasze życie.. i zróbmy to po swojemu.. ;o)
pozdrawiam... :o)

*******************

Malinconia... Fakt.. Caro wpada w ucho... dobrze robi na duszę.. no i ciało.. bardzo fajnie się przy niej buja...
pozdrawiam :o)

**********************

Aniaha.... dziękuję.. cieszę się, że podana muzyka smakuje Ci..
pozdrawiam ciepło.. :o)

**********************

Bena... o zakończeniu leczenia wiadomość podstawowa.. a pozostałe to jednak poboczne wątki... ułoży się...
pozdrawiam Cię b.ciepło.. :o)

**************

Polish jazz.. ech.. to się cieszę... ;o)
pozdrawiam Cię równie serdecznie :o)

*********************

Wildrose... z tym niezasłużeniem nie przesadzałabym - to fajni ludzie... -- widać nie po drodze nam było... Aczkolwiek to zaskoczenie.. i smutek gdzieś siedzi no ale cóż... widać tak musiało być... W sumie i tak długo nieuświadomiona trwałam..
przytulam Warcząca Niewiasto. ;o)

*************************
Ella.. no cieszę się, że dotarłaś tutaj.. a dlaczego nie wiedziałaś to nie wiem.. Grunt, że jesteś!!
Fakt.. wystawiłam już czujki za te drzwi.. ;o)..
***********************
Magenka... też ufam głęboko w to, że poradziłam sobie z tym wredulcem... Teraz zbieranie sił i rzut w życie.. trzeba sie nachapać go...:o)
windą zawsze pozostanie nr 1.. tak myślę... bo to nie tylko muzyka, ale i emocje... Natomiast Caro co jakiś czas zapewne odpalę sobie.. ;o)
pozdrawiam

********************

Krzysztof...Życzenia się zawsze przydadzą... Ten restart na pewno trudniejszy... ale chyba niezbędny czasami...
*****************************
Diuk.. hmm... właśnie - ładnie to ujęłaś - celebrowaniu życia się oddam... :o)

******************

emka1216 pisze...

To teraz tylko do przodu, nic nie trzyma!