wtorek, 20 stycznia 2009

otóż....

... gdyby coś się stało z Ameryką - to od razu mówię winę ponosi mój tata...
Wracam do domu dzisiaj po dniu pełnym tradycyjnie cyferek.. jak i udręki u stomatologa... w drodze na moje piętro wstępuję do mych osobistych sąsiadów z parteru w postaci rodziców.. a tam wszyscy oglądają zaprzysiężenie 44 prezydenta Stanów Zjednoczonych... Oglądamy.. gawędzimy... w pewnej chwili Tata przerzuca na inny program, na co Mama - dlaczego wyłączyłeś Amerykę?
Chwila ciszy i .... śmiech.... nas wszystkich... łącznie z adresatem i nadawcą zapytania... ;o)
Przypominam więc - gdyby coś nagle stało się z tym krajem.. to jak nic Jasio mój brał w tym udział...
A gdy tak o tych Stanach sobie podgawęduję tutaj.. to na z przyjemnością odwiedzanym blogu pojawił się taki oto post 3sbee
Ja znalazłam coś w tym klimacie coś takiego...


Chwilami jest dobrze mocniej wtulić się w fotel... w dłoni popieścić brzeg kieliszka z czerwonym winem... i wsłuchać się... tak po prostu...
hmm... prawda, że to proste jest najpiękniejsze... najbliżesze?