niedziela, 18 stycznia 2009

40-tka


Padła pierwsza 40-tka z mojej podstawówki... wiadomość dopadła mnie na naszej klasie... Życzenia złożyłam... i tak sobie myślę... w sumie tak naprawdę co z tego?...
Czy takie granice czasowe cokolwiek zmieniają w nas? nic na pewno... ot może jest to dobra chwila na refleksję...
Jedno wiem... że z biegiem czasu coraz lepiej mi ze sobą... Nie mam tego rozgardiaszu wewnątrz siebie... Czasami nawet mi się wyrwie coś na podobieństwo zadowolenia z siebie... No nie jest to notoryczne.. Człowiek jednak najlepiej zna siebie... swoje wady... niedoróbki... zalety zawsze ujdą naszej uwadze.. a przynajmniej mojej...
I tak siedzę porannie.... Dyziek tradycyjnie na kolanach... wszak po to siadam "po turecku" według niego - by zrobić jemu miejsce... Miśki spokojny oddech... równy miarowy dobiega przez otwarte dni sypialni... muzyka cichutko szemrze... kawa smakuje rewelacyjnie... wszak wczoraj odwiedziłam zaprzyjaźniony sklepik kawowo-herbaciany... mężczyzna wrócił z nart... więc rozmowy - póki co tylko telefoniczne - ponowne są dłuższe... więc jakoś przetrwamy do następnego weekendu...
Skąd taki smętek wewnątrz?...
hmm... no i tak... w międzyczasie zadzwonił Mężczyzna i po smętku ani śladu... może po prostu tęsknota mnie rozdusza... ;o)

Stuk kubeczkiem kawy...
Dzisiaj w planach łódzka Palmiarnia... ciekawam co tam nowego... podobnież wystawa owoców egzotycznych jest.. jakaś degustacja... trzeba zobaczyć... :o)

A na dzień dobry Billie Holiday... wszak mało kto może się równać z nią....




Jak dobrze móc ją widzieć "na żywo"... i słyszeć oczywiście...

6 komentarzy:

didixi pisze...

Jak mówiła Rachel Welsh: życie zaczyna się PO czterdziestce. To ma nawet uzasadnienie w strukturze i fizjologii mózgu. Właściwie dopiero wtedy jest w pełni ukształtowany, przynajmniej w tych najważniejszych aspektach... Pozdrawiam.

Zuzanna pisze...

Ja zdążyłam się przyzwyczaić do niej. Ty też się przyzwyczaisz.

Bena pisze...

Bo czterdziestki są fajne! I już! I tej wersji będę sie trzymać.

jazzowa pisze...

No właśnie.... Również tak podchodzę do tego tematu... nie przeraża mnie w żadne sposób przekroczenie 40-tki... kwestia pewnie dojrzałości... Kiedyś brzmiało to groźnie...
Myślę, że każda z nas z biegiem lat czuje się bardziej kobieca.. bardziej świadoma siebie.. pewna siebie.. układanka w mózgu jakby dopasowuje się...

wildrose pisze...

A mnie tam szkoda kazdego minionego dnia, tygodnia, miesiaca i roku...
po 40-tce juz nie sie jest 30-latkiem.
Wiek 30-lat wydaje mi sie wiekiem jeszcze szalonych eskapad, zdarzen, ... niby wolno wszystko, a jak sie przekracza ten magiczna date: 40 lat - to wypada spowazniec :)

jazzowa pisze...

No niby w sumie wypadałoby być poważniejszym... ale też z drugiej strony coraz mniej człowiek myśli o tym co by wypadało.. a o tym z czym mu jest dobrze.. ;o)