sobota, 3 lipca 2010

a tymczasem leżę pod gruszą....

Na dowolnie wybranym boku
I mam to, co na świecie najświętsze
Święty spokój...

No może nie pod gruszą... jednakowoż z uwagi na fakt, że chemiczny wiew dopadł każdy szczegół mego ciała.. czego szło się spodziewać (przy tej chemii tak mam na 3, 4 dzień) - poleguję co chwila na innym podłożu... ;o).... Ale przy tym polegiwaniu pogadałam sobie i telefonicznie i gadulcowo z przyjaciółką... (hmm.. dlaczego przyjaciółka brzmi mniej poważnie niż przyjaciel... bo to nie taka psiapsióła do plotuch... ale taki prawdziwny - no właśnie - PRZYJACIEL!)... wysłuchałam muzykę.. a i obejrzałam fantastyczny program w TV...
Muzyka nadal sobie płynie.. i jest to oczywiście "Jasminum" Jarretta i Hadena.... im bardziej w tą płytkę zapadam tym bardziej mnie nie ma... Takie współbrzmienie fortepianu i kontrabasu niezwykle koi człeka.... Czuję się więc ukojona po meszek włoskowy na skórze... cudo...
Kojarzy mi się tutaj z uwagi na Charliego płyta jego w duecie z Pat Metheny "Beyond The Missouri Sky"... Pierwsze zasłyszanie tej płytki po prostu mnie zassało... cudownie genialna... wysmakowana.. dopracowana... stymulująca... rozwijająca...
A teraz Jasminum... mmmmmmmmrauuuuu... że tak sobie pomruczę...

hmm.. a progam, który okazał się zachwycić? To "Mariza i dzieje fado" na TVP Kultura... Z Marizą... fado.. oczywista miałam już do czynienia... podoba mi się.. acz nie rozumiałam do końca takiego nieskończonego zachwytu np Kydryńskiego nad nią...
Ale kiedy oglądałam ten program.. słuchałam jej jak opowiada jak czuje muzykę.. czym ona dla niej jest... czym w ogóle fado jest dla ludzi związanych z tą muzyką... niesamowite... Nie wiem czy to jest przypadłość związana z nasłonecznieniem kontynentu... ale właśnie kraje dosłonecznione czują wszystko inaczej... to jak Portugalczyk, czy Hiszpan mówi o tym jak czuje brzmienie.. to zupełnie coś innego niż chociażby taki okoliczny Łodzianin... ;o)
Faktem jest jednakowoż, że nie da się ich muzyki odbierać bez próby poczucia tego klimatu... trzeba się zespolić... inaczej to tylko jakaś smętna popitucha... Ale kiedy już człek popadnie w zespolenie owo.. to magia... emocje... czucie..

I tak sobie właśnie dzisiaj poleguję... tak wsłuchuję...
A teraz Mariza... podoba mi się w niej poza glosem... i interpretacją.. jeszcze ta teatralność.. to przywiązywanie wagi do szczegółów... dzięki temu mamy klimat...






9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Gdy się znalazło Przyjaciela...
Światło rozsądku mrok przewierca
I jest pogadać z Kim
Od serca
Pomilczeć też
A jeśli przyjdzie w dwie przeciwne strony ruszyć
Jeśli to przyjaźń nic przyjaźni tej nie wzruszy
I z końca świata Ci napisze sms
Jeśli to jest prawdziwa przyjaźń
Jeśli jest... JEST:)))
dew

jazzowa pisze...

Dew... otóż to... :o))))))) dokładnie to... :o)))

Simon pisze...

Cudownie! Ja pod gruszę wybieram się już pojutrze, a muzycznie akurat wzięło mnie na fado!

Pozdrawiam!

wildrose pisze...

Dobrze, ze masz takiego "Przyjaciela", z ktorym o wszystkim i o niczym mozesz pogadac, bez ciaglego zastanawiania sie jak powiedziec, zeby nie powiedziec...hmm... skomplikowane ale Wiesz co mam na mysli.
A muzyka fado raczej nie pociaga mnie, moze za mala ja znam...

Trzymaj sie i jak najdluzej lez pod "ta grusza" :)

jazzowa pisze...

Simon... to cieszę się, że trafiłam z muzyką...
No i miło się rozciągaj pod gruszą ową :o))

***************

Wildrose... oj dobrze, że są... czasami człek potrzebuje rozmów bez tzw krygowania.. nie bojac sie w jaki nurt poplynie jej tok...
A co do fado.. poki nie obejrzałam tego programu moglo byc i nie być.... a teraz smakuje.. :o))

*******************

M. pisze...

Przyjażń - bezcenna . Fado -płyty zaczęłam kupować po obejrzeniu "Lisbon Story" , który gorąco polecam .A wracając do tu i teraz- wczoraj przejeżdżałam koło "zaprzyjażnionego" gniazda i podziwiałam całkiem już dorodne bocianie trojaczki - cudo! Wyleguj się i wsłuchuj Jazzowa... i pisz o tym słuchaniu bo robisz to pięknie. Gorąco pozdrawiam M. Misza zachwycony Twoim mruczeniem usiłuje Ci wtórować

jazzowa pisze...

M. chyba sięgnę po Lisbon Story w takim razie... ciekawam tego obrazu...
Również mam zaprzyjaźnione gniazdo bocianie.. z upodobaniem je oglądam.. jak przylatuje bociani tato... później pojawia się towarzyszka... za jakiś czas bociątka... i tak co roku... :o))

W mruczeniu Miszy nikt nie prześcignie.... :o)

Romeus pisze...

Dzień dobry!

Wpisuję się tu po raz pierwszy, choć na ten blog zaglądam od kilku tygodni. Muzyka do filmu "Lisbon story" znajduje się na płycie "Ainda" portugalskiego zespołu Madredeus. To nieco inne fado niż Mariza, ale moim zdaniem bardzo piękne (tą smutną, pełną melancholii odmianą piękna). Głos wokalistki Teresy Salgueiro wysoki i o barwie, którą nie każdy zaakceptuje. Pomimo to bardzo polecam i przepraszam, jeśli pisałem tu rzeczy znane i oczywiste dla Autorki bloga.

Pozdrawiam serdecznie i życzę pomyślnego finału zmagań z chorobą.

jazzowa pisze...

Witaj Romeus... :o))
Spróbuję dotrzeć do tej płytki... nie słyszałam wcześniej....
Ciekawie opisałeś Teresę Salgueiro... to może być ciekawe... hmm.. wysoki głos w fado... :o)...

Blog m.in. temu właśnie służy mój.. że ja dzięki osobom, które się tutaj pojawiają dowiaduję się czegoś nowego...

To chyba główny powód mej tutaj obecności.. :o)

Pozdrawiam.. i zapraszam jak najczęściej... :o))

(zdublowały się Twoje wpisy.. pozwoliłam sobie jeden usunąć...)