piątek, 7 stycznia 2011

Krzysztof Kolberger...

Odszedł.. po wielu latach zmagań z chorobą... Nie wiem dokładnie ile lat od diagnozy przeżył... Ufam, że każdy kolejny go cieszył...
Potrafił zjednać sobie sympatię widzów.. słuchaczy... - przystojny... zdolny... no i ten głos...

I każde słowo będzie zbyt miałkie... Pozostaje smutek i żal...

Ale i dobre wspomnienia...

Niezwykle przyjemnie słucha się "Ptaśka' w jego interpretacji..


part1

Acz dla mnie to on mógł czytać wszystko... hmm... a jak pięknie brzmi Księga Rodzaju...

5 komentarzy:

Bena pisze...

To prawda, głos miał wyjątkowy. Z tego co usłyszalam w telewizorni to podobno niewydolność krążenia to była.Żył ze skorupiakiem koło 20 lat. My też się nie damy!!!!

jazzowa pisze...

Bena - ponizej tego wyniku nie schodzimy... :o)))))

wildrose pisze...

I ja tez go uwielbiam sluchac! No bo przeciez w naszych sercach Ci, ktorych kochamy sa niesmiertelni!

emka1216 pisze...

Żal

jazzowa pisze...

Wildrose.. dokładnie.. są nieśmiertelni...
A w przypadku aktorów.. zawsze zosają po nich filmy.. nagrania... Wraca się do nich..

***************

Emka.. ano żal..
****************

Ale też faktem jest, że niezwykle podobało mi się to co powiedział przyjaciel Kolbergera... że on nie chciał by mówiono o nim, że przegrał z rakiem.. przecież on wygrał tyle lat życia.. :o)