środa, 2 czerwca 2010

rozczarowanie..

... hmm... Wkradają się czasem myśli sympatyczne jakby mniej...
Jest Mężczyzna i jest Kobieta... Postanowili mieć związek tzw wolny.... Jedno i drugie rade takiemu rozwiązaniu... chociażby z uwagi na doświadczenia dotychczasowe.. natłok pracy.. odległość...itd.. itp... On Szczecin.. Ona okolice Łodzi... czyli kawał drogi jest...
Ciągnie się tak ponad półtora roku... nadal obydwie strony zadowolone... Ona zaczyna chorować - rak... On przyjmuje to dzielnie.... staje na wysokości zadania... Zaczyna się chemioterapia... spotykają się nadal... jest dobrze.... zaczynają wychodzić jej włosy... obcina na krótko - co się jemu nawet podoba... Nadal dobrze... Włosy jednak wychodzą zupełnie.. więc pojawia się fryzura a`la Cojak.... Jemu jest trudno to znieść.. Ona przy nim zaczyna chodzić i sypiać w nakryciu głowy.... Ale czuje, że jest Mu trudno z tym.... ale nadal ok...
Później z uwagi na podobnież na pracę spotkania mają coraz dłuższe przerwy... zbliża się długi weekend czerwcowy... Mieli razem popełnić wyjazd z Jego znajomymi....jednak z uwagi na słabą kondycję Ona rezygnuje... On nie... czyli kolejny tydzień oddzielnie...
Jej zaczyna się wszystko składać w niezbyt ciekawą całość... dodatkowo myśli typu "skoro tak ciężko On znosi brak włosów... jak będzie z brakiem piersi?"....
Może jestem egoistyczna... ale chciałabym czuć wsparcie partnera w czasie choroby... po prostu je czuć... A nie czuję... Czuć akceptację kolejnych skutków leczenia... A nie czuję....
Może za dużo wymagam...
Ale czuję się z tym sama... może na takim etapie powinno się zapomnieć o męskim wsparciu...
Nic to... przepracuje sobie ten weekend... troche podopowietrzam... rzeczy do zrobienia jest mnóstwo... Książka o Billie wciąga... :o)
A przecież mi żal...


Okudżawa... Na codzień umyka gdzieś.. ale jeżeli już wpadnie człowiekowi w ucho to nie sposób ot tak pójść dalej...

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Wiem, że łatwiej znosić przeciwności, gdy jest ktoś obok...hmm; życzę Ci jednak byś szukała siły w sobie. Nie bój się "BYĆ" ze samą sobą. Wytrwałości i dobrego zdrowia. Po przyjacielsku ściskam, mocno, najmocniej, tak od serducha.

jazzowa pisze...

Nie boję się być sama ze sobą...

M. pisze...

Dobre spotkanie po latach - ważne , bo znaczy , że tamta bliskość była prawdziwa . Nie jak ta obecna z Mężczyzną - ta jest tylko na dobre czasy , "luksusowa" ... czyli mało przydatna . Wiesz Jazzowa , choć jesteś (prawie) sama (w znaczeniu damsko-męskim) to chyba nie samotna. Świadczy o tym ta cząstka Ciebie , którą ujawniasz na blogu . Bardzo Ci kibicuję. Dwie , bliskie mi, osoby już wygrały , teraz kolej na Ciebie. Wierzę ,że się uda.Misza mruczy świątecznie , ja pozdrawiam serdecznie M.

polish jazz pisze...

Cóż można powiedzieć? Bycie z kimś w trudnych chwilach to nie lada sztuka. Ostatecznie jestesmy sami, to jasne, ale jednak jak ktoś mimo to towarzyszy nam, gdy ciężko to jest to prawdziwe człowieczeństwo. K...a, poj...ane jest życie strasznie. Piekną muzę puściłaś. Pozdrawiam!

Bena pisze...

Pewnie to banał, ale łatwo być rzem gdy dobrze, ale być prawdziwie razem to wtedy gdy źle. Sama nie wiem, jak to będzie u mnie jak stracę włosy, bo akceptacja blizn przychodzi ciężko.

jazzowa pisze...

M. - tak spotkanie po latach było dobre... o Obecnym sama nie wiem... zaczyna mi gdzieś dudnić w głowie piosenka Geppert "jakie życie taka śmierć.. nie dziwi nic...'...
Również wierzę mocno, że mi się uda... :o)
Miszy pieszczochy zasyłam...
pozdrawiam

***************

Polish jazz - no nie jest to łatwe na pewno być z kimś chorym... ale i chorym być nie jest łatwo...
hmm.. cieszę sie, ze muzyka się podobała... :o)
pozdrawiam...

*******************

Bena... mam nadzieje, że u Ciebie Bliski spisze się lepiej...i będzie dla Ciebie wsparciem...
Nieźle nas doświadcza życie... a takie byłyśmy nieświadome tego co nas czeka przy ostatnim spotkaniu...

********************