wtorek, 3 marca 2009

wieczorne Dyźka z drzewa ściąganie...

Kiedy już czarność osnuła dom wokół... kiedy już pies ganiał po tzw obejściu w celach ochronnych... kiedy już sen zaczął powolutku wynurzać się z kątów.. dziecię me odpowiedziało na zadane 2 godziny wcześniej pytanie - nie.. nie ma Dyźka w domu...
Myśl przedzierając się przez moje znużenie dniem dotarła w końcu - czyżby czyżyk?? Czyżby Dyziek uwięzion na przestrzeni podwórkowej z Nenerem został? Myśl poderwała mnie na nogi stojące i pędzące od razu...
Nero od razu kojec pobiegł "z radością" oglądać od wewnątrz... Dyziek nawoływany zaczął być... Z razu ciche.. z chwilą każdą jednak głośniejsze miauuuułknięcia podprowadziły nas pod drzewo... Rozpacz w miaułkach nakazała mi przytachać drabinę.. wpełznąć na nią, a następnie próbując z siebie wydobyć zrelaksowany.. spokojny ton głosu przywołałam dygota do siebie...
Porządek wieczoru przywrócony został.. Nero ponownie swawolnie cwałował po obejściu.. Dyziek kąsnąwszy małe conieco zaliczył pozycję "kłębuszka" na łóżku...
I spokój... i cichosza...
A na wieczór musi być Kabaret Starszych Panów - moja miłość ponadczasowa.. niezmienna... nasilająca się wręcz z każdym rokiem, który zagląda do mnie... To było tak.. to było tak.. Bohdan Łazuka... hmm... Bohdan.. nieprawdaż, że piękne imię... :o))))))))))))))) (obiektywna tu nie jestem nawet w najnikczemniejszym calu...)



Nie dorówna już obcowaniu ciał.. obcowanie dusz... :o)... pięknie...

2 komentarze:

didixi pisze...

Bądź tak miła i przyjmij ode mnie order Kreatywnego Bloggera, który możesz nosić zasłużenie i bez zbędnej skromności... Pozdrawiam! :)

jazzowa pisze...

No to udało Ci się mnie zaskoczyć w stopniu wielkim...
dziękuję :o)