niedziela, 28 lutego 2010

mam na imię Zdechlaczek..

Wyniki się poprawiły w związku z czem, nakarmiono mnie kolejną porcją chemii... No i jak to drugi dzień po tym upojeniu - spoczywam sobie w formie zwierzęcia kanapowego... bezsilnie dosyć... Siły witalne mam świadomość, że gdzieś są... ale na pewno nie przy mnie... Poszły sobie precz...
No i jakoś się tak rozmemłałam... Najchętniej poprzytulałoby się... a przynajmniej poległo przy jakimś przyjaznym ciele.. uzupełnionym o duszę....
Tutaj oczywista gdzieś tam czai się myśl na ile można od drugiej strony wymagać akceptacji łysej łepetynki... czy później formy Amazonki?.... zaczyna się na tym punkcie niezła jazda...
Pocieszające, ze to mocna psychicznie jednostka jest... ale... No właśnie... te mnożące się ale...

5 komentarzy:

Zegarmistrzswiatla pisze...

Jezeli druga strona nie ma nic przciwko to ja cie tutaj przytulam mocno i dodam ze jestem pewien ze twoja lepetynka jest pelna uroku.
Pozdrawiam cieplutko;)))

Zuzanna pisze...

Przytulam niestety wirtualnie w tę bezsenną nockę....:)

polish jazz pisze...

Przytulenie niemożliwe, ale przytulający uśmieszek owszem :-)))

Zegarmistrzswiatla pisze...

Na razie ja przytulam wiec nie pchac sie;))

jazzowa pisze...

Zegarmistrz... :o))))) tośmy się naprzytulali... ;o)
A łepetynka jak to łepetynka... da się z tym żyć ;o)
pozdrawiam cieplutko... :o)

******************

Zuzanna... po nocach trzeba spać :o)
przytulas... :o))))

********************

Polish jazz .. no cóż jak się nie ma co się lubi.. to trzeba się pouśmiechać.. :o))))

**********************