poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Clapton... Trójmiasto...


Czas ma tą uprzejmość w sobie, że mija... ponoć i leczy rany... zapewne... - ale nie o tym chciałam... Otóż mija i przynosi w końcu wydarzenia na które się czekało...
I tak było z koncertem Erica Claptona...
Stąd wyjazd mój z Miśką ku Gdyni do Joplin... jak i spotkania po latach .... Tuż przed Claptonem Dżem z gościnnie występującym w kilku utworach Sebastianem Riedlem (głos ma w barwie bardzo przypominający Ojca)... Publiczność szalała... śpiewała... skakała....
Przerwa i... Clapton... I tak - od strony muzycznej świetne... widzieć go i słyszeć na żywo... fantastyczne przeżycie... Jednakowoż brakowało choćby nikczemnych prób nawiązania kontaktu z publicznością... - nie popaprał się tymże....
Niemniej koncert pozostanie w pamięci... Była również wstawka akustyczności...
Leciały utwory jeden za drugim... z którymi się człek przez lata te wszystkie zżył... zaprzyjaźnił.. .a i rozkochał w niektórych...


Ten biały plamek w oddali (acz zupełnie niedaleko sceny byłam... a i kolega lornetką służył) to oczywista E.Clapton...
hmm...a z Trójmiasta można wracać 14 godzin pod Łódź... można stać w niemiłosiernie potężnych korkach.. zjeżdżać z "długiego" odcinka autostrady około godzinę... wyczekiwać na objazdy przy wypadkach.... a w końcu jechać wieczorem... w nocy bez wycieraczek w deszcz... posiłkując się pomysłem zapodanym przez uprzejmego Pana z warsztatu smarowaniem szyb jabłkami....
Że tak powiem... przeżyłam podróż taką... acz jak to wszędzie są i pozytywy.. z dziecięciem mym nagadałyśmy się jak dawno nie...

7 komentarzy:

Sygita pisze...

Cieszę się, że koncert się udał a powrotu z niego nie zazdroszczę. :)

Zegarmistrzswiatla pisze...

Barwna podroz...bedziesz miala co wspominac;)))

spacer_biedronki pisze...

ech..chyba Ci zazdroszczę. Kochałam się w nim z czasów "24 NIghts", a teraz już dziadziuś... Pozdrowienia.

jazzowa pisze...

Sygita... koncert udał się jak najbardziej.. a droga powrotna.. no cóż... było ciekawie.. ;o)

**********************

Zegarmistrz.. a i owszem.. barwna... :o)

*********************

Spacerku... ano dziadziuś.. acz i tak mnie zaskoczył swoją hmm... "krzepą"... ;o)

pozdrawiam

**********************

dr House pisze...

"Jednakowoż brakowało choćby nikczemnych prób nawiązania kontaktu z publicznością..."
pani jechałaś na posłuchać muzyki, czy popatrzeć jak artysta robi z siebie małpę?

jazzowa pisze...

Ależ się czepiasz Waść..
Oczywiście, że jechałam po muzykę.. dla muzyki.. za muzyką.. itd..

dr House pisze...

jasne, ze sie czepiam
Clapton sie nie musi podlizywac publice - wystarczy, ze wyjdzie i zagra
jak komu malo, to niech idzie na ich3